Gender w praktyce

09/04/2014

Nie-Zofia, pobawiwszy się z kolegą w szkole klockami Lego, zapragnęła nowego zestawu. Postanowiła go kupić za własne, zaoszczędzone jeszcze w zeszłoroczne wakacje, pieniądze. UchwaliliśMy, że pomożeMy, a Dziecięta (Oba, żeby płaczu nie było) dorzucą się, tylko jeśli cena ich wyboru przekroczy 30 zł.

Jak uchwaliliśMy, tak zrobiliśMy. Nie-Zofia wybrała niejakiego Craggera (czyt. „Krager”; siakiś taki potworzasty na mechakrokodylu; taki dla chłopaków (tak mi łatwiej wytłumaczyć, podział jako taki bojkotuję i wpajam to Córkom)). Nie wątpię, że kolega miał wpływ na ten wybór. Z kolei Mała Gu, jak to Mała Gu, zdecydowała się na Bellę (do kolekcji księżniczek). Mała Gu ma, póki co, w głębokim poważaniu genderową propagandę.

Wróciwszy do Domu, Nie-Zofia zabrała się za montaż przyniesionego Craggera i jego środka transportu (skończyła po kwadransie), a Mała Gu za demontaż Belli (w celu zamiany sukienek z Anną i Elsą; lipa, Belli nie da się założyć peleryn). Pół godziny później, po kąpieli Latorośli, Cragger, Bella, Anna i Elsa aktywnie towarzyszyli Szarańczy przy kolacji. Scena była iście genderowa. Jedna Córka, po bożemu, bawiła się księżniczkami, druga, po lewacku, Craggerem. Wkrótce Cragger zdjął maskę krokodyla i poszedł zapytać Bellę, czy ta się w nim kocha.

Gender-srender.

tagi: , , ,

Napisz odpowiedź


  • RSS